Dokładnie siedem dni później, rano w dniu, w którym miała odbyć się eksmisja, ktoś zapukał do drzwi.
Ethan poczuł ucisk w żołądku. Założył, że właściciel chce ich eksmitować.
Powoli otworzył drzwi, już w myślach przepraszając i prosząc o więcej czasu.
Ale to nie był właściciel.
Na ganku stał dystyngowany starszy mężczyzna w eleganckim szarym garniturze, niosący skórzaną teczkę. Miał łagodne oczy i siwe włosy starannie zaczesane na bok.
„Panie Ethan?” zapytał mężczyzna, uśmiechając się delikatnie.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !