Reklama

Facet od naprawy pralki dał mi notatkę, ale wcale nie chodziło w niej o mnie

Reklama
Reklama

Wszystko zaczęło się od prostego, codziennego problemu: pralka przeciekała. Szybko wezwałem fachowca, żeby to sprawdził. Przyjechał, zdziałał cuda i naprawił przeciek w niecałą godzinę. Zapłaciłem mu za usługę, a on już wychodził. Wtedy sprawy przybrały nieoczekiwany obrót.

Kiedy młody mężczyzna wychodził, zauważyłem, że jego policzki poczerwieniały i nerwowo wyciągnął rękę, żeby podać mi małą karteczkę. Wziąłem ją, rozłożyłem i przeczytałem dziwną wiadomość: „Proszę, zadzwoń do mnie. Chodzi o kogoś, kogo znasz”.

Pierwszym odruchem było: dziwne . O mało nie wyrzuciłam gazetę prosto do kosza. Ale powstrzymałam się, widząc, jak mi ją wręczał – wzrok miał wbity w podłogę, a ręka lekko drżała. Nazywał się Ruben i wyglądał na jakieś 25 lat. Był cichy i uprzejmy. Z pewnością nie wyglądał na osobę, która rozdawałaby dziwne wiadomości kobiecie w średnim wieku, której włosy zaczynały siwieć, a kosz na pranie był pełen niedopasowanych skarpetek.

Wezwanie, które zmieniło wszystko
Następnego dnia ciekawość wzięła górę i postanowiłem zadzwonić pod ten numer. Odebrał po drugim sygnale.

„Cześć, tu… eee, pani od pralki” – powiedziałam, czując się trochę niezręcznie.

Odchrząknął. „Dziękuję za telefon. Nie wiedziałem, jak inaczej… To znaczy, to niezręczne, ale… czy znasz kogoś o imieniu Felix Deren?”

Usłyszenie tego imienia było ogromnym szokiem, jak nagły policzek w twarz. Musiałem usiąść na kanapie.

Felix Deren był moim byłym mężem.

Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !

Reklama
Reklama