Zanim zdążyłam dosięgnąć przycisku, złapała mnie za włosy i szarpnęła do przodu. Poczułam ostry ból w głowie, gdy krzyknęłam. Uderzyłam plecami o barierkę łóżka, a strach ścisnął mi żołądek. W tym momencie nie martwiłam się o siebie – bałam się o moje nienarodzone dziecko. „Przestań!” krzyknęłam. „Robisz krzywdę dziecku!”
Popchnęła mnie gwałtownie. „Dobrze. Może wtedy Daniel w końcu będzie wolny”.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i wpadły dwie pielęgniarki, wołając o ochronę. Lena cofnęła się, ciężko dysząc, z twarzą wykrzywioną wściekłością. Jedna pielęgniarka stanęła między nami, a druga szybko sprawdziła moje parametry życiowe.
Potem wszystko ucichło.
Z korytarza dobiegł odgłos ciężkich kroków. Wszedł wysoki mężczyzna w ciemnym garniturze – spokojny, opanowany i władczy. Najpierw spojrzał na mnie, a w jego oczach pojawił się cień troski.
Następnie zwrócił się do Leny.
Powiedział cichym, pewnym głosem: „Zabierz ręce z mojej córki”.
Lena zamarła. Krew odpłynęła jej z twarzy. „Twoja… córka?”