Jedna z kobiet przyznała, że samo wyzwanie dodało jej energii, postrzegając dążenie emocjonalne jako grę, a nie zobowiązanie. Inna przyznała, że również była wówczas mężatką i przekonała samą siebie, że wspólne okoliczności w jakiś sposób czynią tę sytuację akceptowalną – aż w końcu oba związki się rozpadły. Niektóre mówiły o stopniowej erozji granic, pod wpływem uwagi, wytrwałości lub presji społecznej, a nie o pojedynczej świadomej decyzji. W takich przypadkach granice przekraczano powoli, niemal niezauważalnie.
Z czasem i dystansem wiele z tych kobiet zaczęło postrzegać swoje doświadczenia nie jako triumfy, lecz jako lekcje. Niektóre przyznały, że żałują bólu, jaki ich zaangażowanie sprawiło innym. Inne zauważyły, jak łatwo emocjonalne podniecenie może zagłuszyć długoterminowe konsekwencje. We wszystkich refleksjach wyraźnie zaznaczyło się jedno: ulotne emocje rzadko trwają długo, ale rozwój często wynika z uczciwej samooceny. Ich historie przypominają, że choć pociąg może pojawić się naturalnie, to odpowiedzialność i świadomość ostatecznie kształtują relacje – i życie – które decydujemy się budować.