Reklama

Kiedy byłam w 35. tygodniu ciąży, mąż nagle obudził mnie w środku nocy. To, co powiedział później, nie pozostawiło mi innego wyboru, jak złożyć pozew o rozwód.

Reklama
Reklama

„Dobra” – mruknęłam. „Tylko… bądź ciszej, okej?”

„Obiecuję” – odpowiedział, już rozkojarzony.

Wkrótce w mieszkaniu rozległ się hałas – wiwaty, brzęk butelek, głośny śmiech. Wycofałem się do sypialni, zamknąłem drzwi i położyłem rękę na brzuchu.

„Wszystko w porządku, kochanie” – szepnęłam. „Mama jest po prostu zmęczona”.

W końcu odpłynąłem.

Wtedy poczułem, że ktoś potrząsa moim ramieniem.

Hej. Obudź się.

To był Michael. Jego głos brzmiał napięty i obco.

Światło z korytarza wlewało się do pokoju, rzucając cienie na jego napiętą twarz.

„Co się stało?” zapytałem. „Coś się stało?”

Chodził tam i z powrotem, pocierając dłonie.
„Nie, po prostu… coś, co powiedzieli dziś wieczorem faceci, dało mi do myślenia”.

„O czym myślisz?”

Zawahał się, po czym powiedział cicho: „O dziecku”.

Serce mi podskoczyło.
„A co z dzieckiem, Michael?”

Wziąwszy długi oddech, powiedział: „Ja tylko… chcę mieć pewność, że to będzie moje”.

W pokoju zapadła cisza.

„Co właśnie powiedziałeś?”

„Słuchaj, to nie tak” – rzucił pospiesznie. „Ktoś wspomniał o harmonogramie. Dużo podróżuję służbowo i…”

„Myślisz, że cię zdradziłem?”

„Chcę tylko spokoju ducha!” – warknął. „Chcę testu DNA przed porodem”.

Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !

Reklama
Reklama