„Dobra” – mruknęłam. „Tylko… bądź ciszej, okej?”
„Obiecuję” – odpowiedział, już rozkojarzony.
Wkrótce w mieszkaniu rozległ się hałas – wiwaty, brzęk butelek, głośny śmiech. Wycofałem się do sypialni, zamknąłem drzwi i położyłem rękę na brzuchu.
„Wszystko w porządku, kochanie” – szepnęłam. „Mama jest po prostu zmęczona”.
W końcu odpłynąłem.
Wtedy poczułem, że ktoś potrząsa moim ramieniem.
Hej. Obudź się.
To był Michael. Jego głos brzmiał napięty i obco.
Światło z korytarza wlewało się do pokoju, rzucając cienie na jego napiętą twarz.
„Co się stało?” zapytałem. „Coś się stało?”
Chodził tam i z powrotem, pocierając dłonie.
„Nie, po prostu… coś, co powiedzieli dziś wieczorem faceci, dało mi do myślenia”.
„O czym myślisz?”
Zawahał się, po czym powiedział cicho: „O dziecku”.
Serce mi podskoczyło.
„A co z dzieckiem, Michael?”
Wziąwszy długi oddech, powiedział: „Ja tylko… chcę mieć pewność, że to będzie moje”.
W pokoju zapadła cisza.
„Co właśnie powiedziałeś?”
„Słuchaj, to nie tak” – rzucił pospiesznie. „Ktoś wspomniał o harmonogramie. Dużo podróżuję służbowo i…”
„Myślisz, że cię zdradziłem?”