Łzy napłynęły mi do oczu.
„Michael, jestem w 35. tygodniu ciąży. Widziałeś każde USG. Pomogłeś zbudować jej łóżeczko”.
Skrzyżował ramiona.
„Nie byłbyś taki defensywny, gdybyś nie miał czegoś do ukrycia”.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że mężczyzna, którego kochałam, odszedł.
Wyszedł z pokoju, śmiejąc się ponownie wraz z przyjaciółmi, jakby nic się nie stało.
Później, gdy w mieszkaniu zrobiło się cicho, wrócił.
„Michaelu” – zapytałem cicho – „skoro mi nie ufasz, to dlaczego w ogóle jesteś ze mną?”
Wzruszył ramionami.
„Po prostu potrzebuję odpowiedzi. Zasługuję na to, żeby znać prawdę”.
„Prawdę?” zapytałem. „Myślisz, że zrobiłbym ci to?”
Odwrócił wzrok.
„Może po prostu już nie wiem, kim jesteś”.
Coś we mnie pękło.
„Wiesz co?” – zapytałam. „Skoro jesteś taka pewna, że to dziecko nie jest twoje, to może w ogóle nie powinniśmy być razem. Może powinnam złożyć pozew o rozwód”.
Nie sprzeciwiał się.
„Rób, co chcesz. To już nie ma znaczenia.”
To było wszystko.
Odwróciłam się i szepnęłam do mojego dziecka: „Wszystko w porządku, kochanie. Mama jest tutaj. Mamusia nie pozwoli, żeby ktokolwiek cię skrzywdził”.
Rano skończyłem.
Zadzwoniłam do siostry.
„Nie mogę już tego robić” – płakałam. „Odchodzę od niego”.
Odpowiedziała bez wahania:
„Spakuj swoje rzeczy. Ty i dziecko tu przyjedziecie”.
Zostawiłem pierścionek i notatkę:
„Michaelu, mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumiesz, co zmarnowałeś. Składam pozew o rozwód. Proszę, nie kontaktuj się ze mną, chyba że chodzi o dziecko.
— Hannah.”
Trzy tygodnie później urodziła się Lily.