Reklama

Kiedyś brakowało jej na bilet do kina. Dziś brak jej tylko czasu

Reklama
Reklama

„Musiałam zostać kolejną kobietą z charakterem”
W takiej sytuacji dziecko ma dwa wyjścia: załamać się albo przyspieszyć dorastanie.
Ona wybiera to drugie.

„Musiałam zostać kolejną kobietą z charakterem w rodzinie. Miałam 12 lat, gdy tata nas opuścił. Z dnia na dzień ja i brat zostaliśmy tylko z mamą, bez pieniędzy i perspektyw” – mówiła w rozmowie, na którą powołuje się styl.fm.

W Plejadzie wspominała, że jej pierwsza myśl po odejściu ojca była prosta, ale dla dziecka piekielnie ciężka: trzeba wziąć odpowiedzialność. „Byłam takim trochę tatą” – mówiła. Dodawała, że myślała wtedy głównie o tym, że pierwsze zarobione pieniądze odda mamie i bratu, bo wie, jak bardzo są im potrzebne.

„Czy Anna Lewandowska naprawdę żyła w biedzie?”
Kiedy po latach stała się jedną z najbardziej wpływowych i zamożnych Polek, w sieci pojawiły się pytania: „No dobra, ale czy ona naprawdę miała ciężko?”.

„Gazeta Wyborcza” w weekendowym tekście przypomina, że sama zainteresowana wielokrotnie powtarzała, iż „poznała smak biedy”, ale długo unikała wchodzenia w szczegóły – mówiła, że to zbyt intymne, bolesne. Dopiero z czasem zaczęła punkt po punkcie opowiadać o tamtym okresie.

Fragment nieautoryzowanej biografii cytowanej przez Pudelek pokazuje, jak wyglądało to z boku: ktoś z rodziny wspomina, że dzieciństwo tej dziewczyny „nie było proste i kolorowe”, a po odejściu ojca zostały realne długi i niedokończone inwestycje, które mama próbowała ogarniać w pojedynkę.

Dziewczyna z Podkowy Leśnej, która zbudowała własne imperium
Ta dziewczynka, która nie jechała z koleżankami do kina, bo nie miała za co, która patrzyła na płaczącą mamę i mówiła sobie w głowie „ja to kiedyś zmienię”, to Anna Lewandowska – dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych trenerek i bizneswoman w Polsce.

Zanim została „Anną Lewandowską od milionowego imperium”, była Anną Stachurską, zawodniczką karate. Złota, srebrna, brązowa medalistka mistrzostw Polski, Europy i świata – sport był pierwszym narzędziem, którym wykuwała swoje nowe życie.

Potem przyszedł czas na blog „Healthy Plan by Ann”, obozy treningowe, catering dietetyczny, aplikację treningową, firmę kosmetyczną. CoZaTydzień wylicza, że dziś to całe mini-imperium marek, z których każda generuje konkretne, duże pieniądze.

Ale fundament – przynajmniej według niej – wciąż jest ten sam: tamten moment, gdy została w biednym domu z mamą i bratem oraz obietnica złożona samej sobie, że kiedy zacznie zarabiać, pierwsze pieniądze odda mamie.

Ojciec, którego trzeba było najpierw znienawidzić, żeby potem wybaczyć
W tle tego wszystkiego jest jeszcze jedna ważna postać – ojciec.
Ten sam, który kiedyś był dla niej całym światem.

W wywiadach dla „Vivy” i „Zwierciadła”, przywoływanych przez Vivę.pl i CoZaTydzień, mówiła, że przed rozstaniem rodziców była „córeczką tatusia” – zapatrzoną, dumną, że może robić to samo, co on. Tym trudniejsze było dla niej to, że pewnego dnia po prostu odszedł.

Przez lata miała do niego ogromny żal. W rozmowie z Faktem ojciec przyznawał, że wiedział o tym i że „nie zna wnuczek, bo takie zapadły decyzje”, choć sam zapewnia, że „zawsze był z córki dumny”.

A potem zdarzyło się coś, co sama nazwała przełomem.
W wywiadzie dla „Żurnalisty”, cytowanym przez Pudelka i Plejadę, opowiadała, że któregoś dnia poszła do kościoła pomodlić się o dziecko. Wyszła, usiadła, wzięła telefon i po latach milczenia napisała do taty wiadomość o treści „wybaczam ci”.

Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !

Reklama
Reklama