„Wyszłam z kościoła i napisałam do taty. Półtora miesiąca później byłam w ciąży” – wspominała. Ojciec, jak opowiada, odpisał: „Dziękuję, czekałem na to każdego dnia”.
Nie jest to cukierkowe pojednanie. W rozmowach podkreśla, że ich relacja jest „poprawna”, że przeszłości nie da się wymazać, ale to jej było potrzebne to wybaczenie – bardziej niż jemu.
„Co cię nie zabije, to cię wzmocni” – ale w wersji bez motywacyjnych memów
Gdyby ktoś chciał zrobić z tej historii motywacyjny mem, wystarczyłoby jedno zdanie z jej wywiadów:
„Było trudno, ale dziś jestem zdania, że – jak to mówią – co cię nie zabije, to cię wzmocni. Wyszłam z tego doświadczenia doroślejsza i z poczuciem, że nie warto płakać nad losem, tylko trzeba brać sprawy w swoje ręce” – mówiła w rozmowie dla „Women’s Health”, cytowanej przez Co Za Tydzień.
Tyle że ta historia to coś więcej niż ładne hasło:
bieda po niedokończonym domu,
odejście ojca i bycie „trochę tatą” dla młodszego brata,
przyspieszone dorastanie i decyzja, że pierwsze zarobione pieniądze pójdą do mamy,
lata pracy – najpierw na macie karate, potem nad marką „Anna Lewandowska”,
wreszcie świadome wybaczenie ojcu, nie po to, by zapomnieć, ale by iść dalej.
Dziś to o niej mówi się „silna, spełniona, uprzywilejowana”.
Ale gdy ktoś pyta, skąd w niej tyle dyscypliny, zacięcia i tego słynnego „charakteru”, odpowiedź nie siedzi w luksusowym domu w Hiszpanii, tylko w tamtym niedokończonym domu w Podkowie Leśnej, gdzie 12-letnia dziewczynka pierwszy raz zrozumiała, że nikt nie przyjdzie i jej życia za nią nie poukłada.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !