Ale tego ranka nie wybrała markowych ubrań.
Ubrała się z rozmysłem: marynarka z second-handu, buty z imitacji skóry, tania torebka. Przebranie idealne, by być niewidzialną.
Przez pięć lat, odkąd odziedziczyła imperium po ojcu, Isabel prowadziła Altavistę z cienia – pojawiając się jedynie jako głos podczas telekonferencji i podpis na umowach. Dla pracowników była mitem.
Ale anonimowe skargi zaczęły docierać do jej biurka: nadużycia władzy, upokorzenia, menedżerowie rządzący strachem. Raporty dopracowane przez dział HR przeczyły szeptom.
Więc Isabel postanowiła sama poznać prawdę.
O 8:00 rano weszła do swojego budynku jako obca osoba. Ochrona ledwo na nią spojrzała. Kierownictwo przeszło obok, nie zwracając na nią uwagi.
Doskonały.
Na 17. piętrze Dział Kadr kipiał poranną energią. 24-letnia Camila Torres powitała Isabel uprzejmie, ale z zaskoczeniem.
„Jestem Isabel Fuentes. Tymczasowa recepcjonistka.”
„Witamy w Altavista” – powiedziała Camila, prowadząc ją do małego biurka obok kserokopiarki – starego komputera, sztywnego krzesła, daleko od rzędu dyrektorskiego.
Naprzeciwko niej siedziała Rosa Gaitán, lat 60, sekretarka o nienagannie ułożonych siwych włosach i oczach złagodzonych dekadami przetrwania. Uśmiechała się ciepło.
„Jeśli czegoś potrzebujesz, po prostu zapytaj.”
Luis Ramírez, szef ochrony, przeszedł obok. Zatrzymał się, przyglądając się Isabel. Coś mu nie pasowało – jej postawa była zbyt opanowana, a spojrzenie zbyt uważne.
Pierwsza godzina minęła spokojnie. Isabel odbierała telefony, wypełniała dokumenty, uśmiechała się uprzejmie. Niektórzy ją ignorowali. Inni zwracali się do niej z góry.
Żadnego okrucieństwa — do 9:15.
Winda się otworzyła i Julián Mena wyszedł z niej jak burza w szytym na miarę garniturze. Gładkie włosy. Szwajcarski zegarek błyskał arogancją.
Jego wzrok utkwiony był w Isabel.
„Kto to jest?” zapytał Camilę, wskazując na nią, jakby była źle ustawionym meblem.
„Nowa tymczasowa recepcjonistka”.
Julián podszedł powoli. Isabel podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy.
To był jego pierwszy błąd. W świecie Juliana osoby pozbawione władzy nigdy nie nawiązywały kontaktu wzrokowego.
„Tymczasowo?” – zadrwił. „Skąd jesteś?”
„Mam doświadczenie w recepcji, proszę pana…”
„Nie o to pytałem.”
Z pogardą przeglądał jej CV.
„Patrząc na ciebie, nie wyglądasz na kandydata na Altavistę.”
W biurze zapadła cisza.
„Potrzebuję tylko tej pracy” – powiedziała spokojnie Isabel.
„Och, potrzebujesz tego” – uśmiechnął się Julián. „I myślisz, że to miejsce cię uratuje? Da ci stabilność, której najwyraźniej nigdy nie miałeś?”
Każde słowo wycięte celowo.
„Chcę dobrze wykonywać swoją pracę” – odpowiedziała.
Ta godność go rozwścieczyła.
„Zejdź mi z oczu, żałosny żebraku.”
Ale słowa nie wystarczyły. Chciał widowiska.
Wiadro podążało za nim.
Po wodzie
Camila pobiegła po ręczniki, płacząc. Rosa zamarła z zaciśniętymi pięściami. Luis przybył akurat w porę, by zobaczyć Isabel przemoczoną i trzęsącą się ze strachu.
„Przepraszam bardzo” – wyszeptała Camila.
„To nie twoja wina” – powiedziała cicho Isabel.
Julián wrócił do swojego biura zadowolony.
Dla Isabel to upokorzenie było potwierdzeniem, że jej firma gniła od środka.
Następne dni były obliczoną na mękę.
Julián uczynił Isabel swoim ulubionym celem — kazał jej sprzątać bałagan, który narobił, przedrukowywać dokumenty w celu usunięcia urojonych błędów i nieustannie z niej drwił.
„Przyniosłeś dziś parasol?”
„Hej, powodzio, chodź tu.”
Biuro obserwowało to w milczeniu.
Camila chciała interweniować, ale jedna zawoalowana groźba Juliana przekreśliła ten zamiar. Rosa udokumentowała wszystko – daty, godziny, zdjęcia.
Luis nie mógł spać. Coś było bardzo nie tak.
Sprawdził akta pracownicze Isabel.
Nie istniało.
Brak umowy. Brak weryfikacji. Brak autoryzacji.
Co dziwniejsze, jej tymczasowa przepustka umożliwiała wstęp na piętra objęte zakazem wstępu.
Potem nadszedł kolejny moment.
Julián wysłał Isabel, żeby dostarczyła dokumenty na 25. piętro, spodziewając się, że się zgubi. Wróciła jednak zbyt szybko.
„Skorzystałam z windy dla kadry kierowniczej” – powiedziała.
Julián zesztywniał. Pracownicy na niższym szczeblu nie znali tej windy.
Rosa podsłuchała. Wszystko zaczęło się układać.
Odkrycie
Tej nocy Isabel wróciła do domu wyczerpana, ale zdeterminowana. Zadzwoniła pod numer, który znały tylko pięć osób.
„Alejandro, zorganizuj nadzwyczajne zebranie zarządu na poniedziałek. Wszyscy menedżerowie regionalni.”
Pauza.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !