Wszystko zaczęło się od tego, co nazywał nieszkodliwym humorem.
Uśmiechnął się, gdy przyłapał mnie na zbyt długim staniu przed otwartą zamrażarką.
„Spokojnie” – mawiał, żartobliwie mnie szturchając. „Nie wywołaj uderzenia gorąca”.
Potem pojawiły się komentarze na temat mojej pamięci. Tego dnia, kiedy zgubiłam kluczyki do samochodu, pokręcił głową i powiedział: „Znowu ten menopauzalny mózg”, śmiejąc się w ten sposób, jakoś mniej kąśliwie. Jeśli zapomniałam o jakimś szczególe, oznajmiał: „A oto i ona – hormony” i chichotał dla efektu.
Jakby to było usprawiedliwieniem.
Na początku pozostawało za zamkniętymi drzwiami. Potem podążało za nami na zewnątrz – na kolacje z przyjaciółmi, rodzinne grille, sąsiedzkie spotkania. Za każdym razem czułam się mniejsza. Wystawiona. Zawstydzona.
Wygłaszał te uwagi, jakby były częścią jego komediowego programu, ale nigdy nie traktował ich jako żartów. Nie dla mnie.
Każdy z nich skrobał coś w środku.
Więc się uśmiechnąłem. Wytrzymałem. Nauczyłem się oddychać powoli, czekać na moment, kiedy będę mógł uciec do łazienki i zamknąć drzwi. Wpatrywałem się w swoje odbicie, pytając siebie, jak długo jeszcze dam radę to łykać.
Jeśli tam byłeś, zrozumiesz.
Potem nadszedł wieczór, który wszystko zmienił.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !