Rick zaprosił swojego szefa, Davida, na kolację — tylko siebie, bez innych dyrektorów.
To był ten moment. Noc, w której Rick upierał się, że w końcu „zagwarantuje” awans, o który zabiegał od ponad roku. Nie pytał mnie o zdanie. Poinformował mnie.
„Upewnij się, że dobrze się zachowujesz” – powiedział, poprawiając włosy przed lustrem.
„Wyglądaj schludnie. I na litość boską, nie daj się ponieść emocjom”.
Zgodziłem się.
Ugotowałem posiłek. Nakryłem do stołu.
Wyciągnęłam nawet sukienkę, której nie nosiłam od lat.
Gdy kolacja się rozpoczęła, Rick w pełni wszedł w tryb występu – hałaśliwy, ożywiony, nieodparcie czarujący. Bez wahania przerwał mi w pół zdania, mówiąc za mną, jakbym była tylko szumem w tle. Kiedy wyrażałam jakąś myśl, poprawiał mnie zadowolonymi gestami, rozkoszując się jej autorytetem.
A Dawid?
Dawid był uprzejmy. Powściągliwy. Obserwował wszystko.
Zauważyłam, jak jego wzrok zatrzymuje się na mnie, gdy mój mąż coś mówi – pauza, napięta szczęka, spojrzenie kogoś, kto zdaje sobie sprawę z czegoś więcej, niż daje po sobie poznać.
W pewnym momencie wstałem, żeby wyregulować termostat.
Rick się zaśmiał.
„Przepraszam za to” – powiedział lekko do Davida. „Radzi sobie ze zmianą. Menopauzą. Z temperaturą”.
Zatrzymałem się gwałtownie.
Słowa uderzyły mocniej niż jakikolwiek policzek. Przez ułamek sekundy marzyłem, żeby podłoga się załamała i pochłonęła mnie w całości.
Ale Dawid się nie śmiał.
Patrzył. Mrugnął raz. Potem cicho odwrócił wzrok.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !