„Widziałem wszystko” – powiedział David. „A sposób, w jaki do ciebie mówił… był nie do przyjęcia”.
Nie mogłem wydobyć z siebie głosu.
Potem, ciszej, dodał: „Mam pomysł, jak dać mu nauczkę. Jeśli jesteś otwarty, chciałbym, żebyś mnie wysłuchał”.
Wtedy w końcu się odezwałem.
„Już miałem pomysł” – powiedziałem. „Wczorajsza noc dała mi jasno do zrozumienia – jestem skończony. Po prostu nie wiedziałem, jak iść dalej. Aż do teraz”.
Umówiliśmy się na ponowną rozmowę. Prywatnie.
Przez lata żyłam w cieniu reflektorów Ricka. Ale po raz pierwszy ktoś naprawdę mnie zobaczył – naprawdę mnie zobaczył.
Więc zacząłem zwracać na to większą uwagę.
Nocne telefony. Dziwne wpisy w kalendarzu: „konsultacja” o 21:00, „odprawa klienta” w sobotę. Nic z tego nie pokrywało się z tak zwanymi spotkaniami promocyjnymi, w których, jak twierdził, uczestniczył.
Pewnego wieczoru usłyszałem, jak rozmawia przez telefon, chodząc tam i z powrotem po podwórku.
„Zajmę się tym” – powiedział. „Tylko nie umieszczaj tych liczb w raporcie. Wszystko wygładzę”.
To nie był głos człowieka, który pnie się w górę.
To był głos kogoś, kto stara się zatrzeć ślady.
Więc pewnego popołudnia powiedziałem mu, że idę do sklepu.
Zamiast tego poszedłem za nim.
Spotkał kobietę w granatowym garniturze w cichej kawiarni. Rozmawiali intensywnie. Dokumenty przechodziły z rąk do rąk. Od razu było jasne, że to nie romans. Wyglądało to profesjonalnie – strategicznie. Prawie jak wywiad.