Przez długą, zawieszoną minutę Derek stał tam, ledwo oddychając, próbując nagiąć to, co widział, do wersji, w której wciąż ma kontrolę. Jego wzrok utkwiony był w kubku, papierach, torbie z dowodami – na wszystkim, tylko nie w prawdzie: Olivia to zaplanowała.
Sięgnął po akt rozwodowy. Pierwsza strona była oczywista – imiona, data ślubu i w punkcie „Powód”: nie do pogodzenia różnice. Żadnych emocji. Żadnego dramatyzmu. Tylko ostateczność.
Na drugiej stronie wymieniono postanowienia tymczasowe: wyłączne prawo Olivii do korzystania z mieszkania do czasu zakończenia umowy najmu, zakaz kontaktowania się z zewnętrznymi prawnikami i wyraźne ostrzeżenie, że Derek nie ma wynosić mienia.