Proszę nie kontaktować się z rodziną Olivii.
Wszelka komunikacja odbywa się przez moje biuro.
Olivia jest bezpieczna.
Derek wpatrywał się w ekran, a potem w stół. Olivia przewidziała każdy ruch.
Jego telefon zadzwonił ponownie — Marjorie, bezlitośnie.
„Czy jest tam policja?” – zapytała. „Czy ten wąż do nich zadzwonił?”
„Tak” – odparł Derek beznamiętnie.
Marjorie wybuchnęła. „Po tym wszystkim, co zrobiłam…”
„Mamo” – wtrącił Derek podniesionym głosem – „ukradłaś jej kartę”.
„Miałem zamiar to oddać!”
„Z czym?” warknął. „Wziąłeś to, bo myślałeś, że możesz”.
Jej głos ucichł. „Wybierasz ją zamiast mnie?”
Derek rozejrzał się po ogołoconym mieszkaniu – brak zdjęcia, pusta szafa, brak kluczy przy drzwiach. Olivia nie zabrała wszystkiego. Zostawiła mu dokładnie to, co przez lata upierał się, że „nic wielkiego”: miejsce, w którym nie czuła się bezpiecznie.
„Już wybrałem” – powiedział cicho Derek. „Nigdy cię nie powstrzymując”.
Marjorie zająknęła się, a potem ożywiła. „Przyprowadź ją z powrotem. Powiedz jej, że przesadza…”
Derek się rozłączył.