
Tej nocy Émilie, pielęgniarka dyżurna, robiła swój zwyczajowy obchód. Wszystko było spokojne. Zbyt spokojne. Aż do momentu, gdy jakiś cichy hałas przykuł jej uwagę.
Gdy spojrzała w górę, jej serce zabiło mocniej.
Kot siedział na piersi Victora.
Nie byle jaki kot. Wspaniały, szary, pręgowany kot o przenikliwych zielonych oczach, nieruchomy jak słup soli, jakby doskonale wiedział, co robi. Émilie rozpoznała go od razu: Leo, nieodłączny towarzysz Victora.
Szpital zakazał wszelkich wizyt ze zwierzętami. Ale Leo najwyraźniej uznał, że zasady go nie dotyczą.