
W kolejnych dniach próby mnożyły się: żarty, prowokacje, ciężkie milczenie. Elise nigdy nie krzyczała. Obserwowała, nadając słowom emocje, nie osądzając ich.
Gdy ktoś wpadał w złość, siedziała obok niego.
Gdy ktoś płakał, nie zmuszała go do zwierzeń.
Dom stopniowo się zmieniał. Wybuchy gniewu słabły. Muzyka powróciła. Podobnie jak nieśmiały śmiech. Antoine, z niedowierzaniem, zaczął wracać do domu wcześniej, żeby popatrzeć, jak jego córki jedzą razem kolację.
Pewnego wieczoru, wracając z pracy, zaskoczył swoje sześć córek śpiących wokół Elise. Dla Antoine'a było to nie do pomyślenia o takiej porze. Zapytał ją wtedy:
„Co takiego zrobiłaś, czego ja nie mogłem?”
Odpowiedziała cicho:
„Zostałam. Nie prosiłam ich, żeby wyzdrowieli”.