Dom.
Konto bankowe.
Opieka medyczna.
Bezpieczeństwo.
Przyszłość, jakiej nigdy sobie nie wyobrażała.
„To nie jest prezent” – powiedział stanowczo mężczyzna.
„To dług”.
Walentyna Siergiejewna zaczęła płakać. Potrząsała głową, machała rękami, upierając się, że nic szczególnego nie zrobiła. Że to tylko zupa.
Mężczyźni pokręcili głowami.
„Nie” – powiedział pierwszy cicho.
„Zrobiłeś najważniejszą rzecz ze wszystkich”.
„Traktowaliście nas jak ludzi.”
Na ulicy panowała cisza.
I po raz pierwszy od dwudziestu lat Walentyna Siergiejewna uświadomiła sobie, że dobroć – choćby najmniejsza – nigdy nie znika. Czeka tylko na powrót.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !