Dziwna odmowa
Próbując złagodzić specyficzne, Jake zastosować się. „Chociaż pozwól nam kupić worek pomidorów”.
„Nie ma zastosowania, kochanie” – wystąpił drżący wpływ. „Jestem dziś… zajęta”.
„Zajęty?” Partner Jake'a mrugnął. „Nikogo tu nie ma”.
„Przyszli rano” – powiedziała kobieta z szokum, uśmiechem. „Musiałeś ich przegapić”.
Jake sięgnął po pomidora. „W razie wystąpienia tego i zapłacimy”.
Zaskoczył się. „Proszę, zostaw dla innych”.
Jej usta drżały. Jej wzrok co chwila przeskakiwał gdzieś w róg, jakby tropił cień, którego nie mogli dostrzec.
Waga jednego pomidora
Jake obrócił pomidora w dłoni. Wyglądał idealnie – aż za idealnie. Był lekki, nie miał przyjemnej ciężkości rozgrzanego słońcem owocu. Wzdłuż kapelusza szypułki włoskowaty szew odbijał światło. Nacisnął delikatnie i usłyszał cichy szelest, jakby plastik trzeszczał o plastik.
Jego twarz się zmieniła. „Sierżancie.”
Ruiz wszedł do środka. Jake odsunął łodygę. Pod zieloną nakrętką znajdowała się ciasna, przezroczysta folia – schludna nakrętka na czymś, co nie było miąższem pomidora. Ujął owoc w dłoń i pokazał Ruizowi szew spojrzeniem, które mówiło wszystko: nie chodziło już o warzywa.
„Zatrzymajcie ją” – powiedział Ruiz, a jego głos stał się beznamiętny i pozbawiony procedur. „Natychmiast”.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !