ELENA WIDZI GO PIERWSZĄ
Cichy skrzyp włoskich butów Alejandro nic nie znaczył… ale Elena zareagowała, jakby to był grzmot. Odwraca się, a jej twarz zbladła.
Chłopcy od razu wyczuli jej strach i spojrzenie w stronę drzwi.
Alejandro nie mógł być tchu. Zbliżone podobieństwo nie było „podobne”.
Byłoby to możliwe.
„KIM SĄ TE DZIECI?”
Elena podskoczyła, wysuwając się przed dziećmi z szeroko rozłożonymi ramionami — w gestii opiekuńczej, zaciekłym.
Alejandro poruszone, wściekłość zaczęła otwierać się w miejscu szoku. Jego głos wstrząsnął salą:
„Co to znaczy, Eleno?”
Chłopcy stłoczyli się za nią, drżąc. Głos Eleny również drżał, ale nie poddała się:
„To nie są obcy, proszę pana”.
Alejandro pytanie: „Czyje to dzieciom? Czy to twoje?”
Elena przetestowała słabego kłamstwa: „Moi siostrzeńcy”.
Wzrok Alejandro'a powędrował ku koszulom chłopców. Jedna z nich miała wzór, który Alejandro rozpoznał na ubraniach, które wyrzuciły.
Zapytał chłodno: „Dlaczego są ubrani w moje stare ubrania?”
Znamię
Alejandro wyciągnął rękę do najodważniejszego dziecka. Elena ostrzegła cicho i ostro: „Nie dotykaj ich”.
Ale Alejandro ją usuwał.
A potem to: znamię na przedramieniu dziecka – dokładnie tam, gdzie Alejandro miał swoje. Znamię zasięgu z pokolenia na pokolenie w jego rodzinie.
Kolana prawie się pod nim ugięły. Przyglądał się twarzom innych, ich rysom, ich minom. Prawda napierała jak mur.
Alejandro wyszeptał szorstkim oskarżeniem: „Spójrz na mnie, Eleno. Powiedz mi prawdę”.
Jeden z wysyłanych na Alejandra z niewinną osobą:
„Wyglądasz jak na zdjęciu”.
Alejandro znieruchomiał. „Jakie zdjęcie?”
Strażnik radośnie, nieświadomy trzęsienia ziemi, które wywołał:
„Zdjęcie, które Elena nam pojawia się przed snem. Tylko, że masz się dobrze… zostałeś zajęty”.
dziecko zadało pytanie, które wstrząsnęło salą:
„Czy jesteś moim tatą?”
„TAK. TO TWOJE DZIECI.”
Twarz Eleny zalała się łzami. Powoli skinęła głową.
„Tak, proszę pana” – wyszeptała. „To twoje dzieci… cała czwórka”.
Alejandro zatoczył się do tyłu, a jego zaprzeczenie przerodziło się w furię i żal.
„To niemożliwe” – wykrztusił. „Pochowałem ich. Mam akty zgonu. Mam groby”.
Głos Eleny zadrżał: „Mówię ci, co jest prawdą”.
Potem wyciągnęła spod munduru zniszczony medalion.
„Jeśli mi nie wierzysz… uwierz w to”.
Alejandro rozpoznał go od razu – to była Lucía. Unikatowy okaz z Włoch. W środku znajdowało się maleńkie zdjęcie jego i Lucíi, uśmiechniętych. Po drugiej stronie wygrawerowany napis:
„Za moje cztery cuda”.
Nogi Alejandro w końcu odmówiły posłuszeństwa. Ukląkł w swoim drogim garniturze, wpatrując się w chłopców, jakby widział, jak życie wraca do miejsca, które pogrzebał.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !


