„Ty? Prawie mdlejesz, wiążąc buty!”
Uśmiecha się.
„Wyobraź sobie, że ląduję w ogrodzie sąsiada. Zawsze chciałem go nawiedzać”.
Śmieją się. Edna kiwa głową.
„Dobra. Ty skocz ze spadochronem. Ja zrobię swoje.”
Bert mruży oczy.
„A jakie jest twoje?”
Ten psotny blask powraca.
„Pamiętasz swój fotel z funkcją rozkładania, który przez dwadzieścia lat był pochylony w lewo?”
Kiwa głową, nadal obwiniając psa.
„Po tym, jak w 1989 roku wylałeś napój gazowany na moje nowe zasłony, wbiłam szpatułkę pod jedną z nóg”.
Bert łapie oddech.
„Ty potworze!”
Popija herbatę.
„A pilot, który odtwarzał tylko filmy Hallmarka? Wsadziłem monetę do komory baterii”.
“Dlaczego?”
„Bo nic tak nie świadczy o zemście, jak pięć lat spowolnionych bitew na śnieżki i dramatów z jemiołą”.
Bert odchyla się do tyłu i uśmiecha się ironicznie.
„Dobra, czas na wyznanie. Pamiętasz moje sobotnie „wypady na ryby”?”
Edna unosi brwi.
„Ty nie łowisz ryb.”
„Dokładnie. Grałem w kręgle. Zdobyłem cztery trofea – ukryte za podgrzewaczem wody w piwnicy.”
Oboje wybuchnęli śmiechem, przypominając sobie sytuację, gdy w 1965 roku podczas sprzeczki wyrzuciła jego „trofea” przez okno samochodu.
Kilka tygodni później Edna wymienia uszkodzony fotel, a Bert skacze ze spadochronem – lądując triumfalnie na podwórku sąsiada. W każdą sobotę grają razem w kręgle, nie tylko dla samej gry, ale dla radości ze wspólnych psot i miłości.
Mijają lata. Pewnego dnia dochodzi do tragedii – wypadek samochodowy zabiera ich oboje. U Bram Niebios Święty Piotr wita ich z uśmiechem i oprowadza po ich niebiańskim domu: wykwintnej kuchni, jacuzzi, mistrzowskim polu golfowym i pięciogwiazdkowym bufecie.
„Wszystko jest za darmo” – mówi. „Jedz, pij, baw się – bez ograniczeń”.
Twarz Berta posmutniała.
„Więc… nie ma opcji o niskiej zawartości tłuszczu i cholesterolu?”
Święty Piotr się śmieje.
„Nie ma potrzeby. Tu nie zachorujesz ani nie przytyjesz.”
Bert zwraca się do Edny z udawaną powagą.
„To twoja wina! Gdybyś nie kazał mi jeść muffinek z jarmużem i kurczakiem oraz płatków otrębowych przez pięćdziesiąt lat, nadal byśmy żyli!”
Edna tylko kręci głową i się śmieje.
„Och, Bert. Nawet w niebie jesteś najbardziej zrzędliwym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek kochałam.”
I z tymi słowami odchodzą – trzymając się za ręce – gotowi huśtać się na tej perłowej huśtawce na ganku przez całą wieczność.
💫Bo miłość to nie tylko wielkie gesty. To szpatułki pod fotelami, sekretne trofea kręglarskie i śmiech przez całą wieczność.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !