
Pewnego wieczoru, gdy całą rodziną wspominaliśmy minione chwile, moja matka wspomniała o czymś, o czym nigdy mi nie powiedziano.
W tamtych latach mój dziadek zaczął już tracić fragmenty pamięci. Codzienne sprawy go dezorientowały – gdzie zostawił przedmioty, co robił wcześniej tego ranka. Ale jedno nigdy nie zniknęło: świadomość, że nadchodzę. Trzymał mnie za ręce i tak uważnie wpatrywał się w moją twarz, ponieważ próbował mnie zakotwiczyć w swoim umyśle, upewnić się, że pozostanę mu znajoma. Sok winogronowy, wyjaśniła, był powiązany z jego lekami. Lekarze zalecili mu regularne picie, a dzieląc się nim ze mną, zamienił leczenie w więź, zastępując strach czułością.