Widzę kogoś, kto z godnością toczy prywatną walkę. Widzę dziadka, który wybiera radość zamiast strachu, więź zamiast upadku. Wyobrażam sobie ten delikatny uścisk dłoni nie jako rutynę, lecz jako zapewnienie – może nawet pożegnanie – na długo, zanim zrozumiałem jego pilną potrzebę.
Te popołudnia nauczyły mnie czegoś, co zrozumiałam dopiero znacznie później: miłość rzadko objawia się w sposób dramatyczny. Często kryje się pod postacią drobnych, powtarzanych gestów. Dzieci akceptują te gesty bez pytania. Dorośli, jeśli mają szczęście, w końcu je rozumieją.
A czasami, kiedy już to zrobimy, dłonie, które tak mocno nas trzymały, już nie istnieją – ale sens pozostał.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !