Reklama

Wyszłam za mąż za mężczyznę, który okłamywał mnie w liceum, bo przysięgał, że się zmienił – a mimo to w noc poślubną powiedział: „W końcu… jestem gotowy powiedzieć ci prawdę”

Reklama
Reklama

Uśmieszek. Fałszywy komplement. I przezwisko, które wydawało się nieszkodliwe, dopóki powtarzanie nie uczyniło go nie do zniesienia.

„Szepty.”

„Oto i ona, sama Panna Whispers.”

Zawsze opowiadał o tym jak o żartach, czymś słodkim, czymś, co rozśmieszało ludzi, nie wiedząc dlaczego.

A czasami też się śmiałam. Bo udawanie, że nic nie boli, było łatwiejsze niż załamanie się.

Więc kiedy zobaczyłam go ponownie, mając trzydzieści dwa lata, stojącego w kolejce w kawiarni, moje ciało zamarło, zanim umysł zdążył to nadążyć. Minęła ponad dekada, ale znajomość była natychmiastowa – linia szczęki, postawa, obecność.

Odwróciłam się instynktownie, gotowa do wyjścia.

Potem usłyszałem swoje imię.

„Tara?”

Instynkt podpowiadał mi, żebym szła dalej, ale zawróciłam. Ryan stał tam, trzymając dwa kubki – jeden czarny, drugi z mlekiem owsianym i miodem.

„Myślałem, że to ty” – powiedział. „Wow. Wyglądasz…”

„Starszy?” przerwałem.

„Nie” – odpowiedział cicho. „Wyglądasz… jak ty sam. Tylko bardziej… pewny siebie”.

To zaniepokoiło mnie bardziej, niż się spodziewałem.

„Co tu robisz?”

„Kupuję kawę. I najwyraźniej spotykam… los. Słuchaj, wiem, że jestem prawdopodobnie ostatnią osobą, którą chcesz zobaczyć. Ale gdybym tylko mogła coś powiedzieć…”

Nie zgodziłem się, ale też nie odmówiłem. Czekałem.

„Byłem dla ciebie taki okrutny, Taro. I nosiłem to w sobie przez lata. Nie oczekuję, że cokolwiek powiesz. Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że ​​wszystko pamiętam. I bardzo mi przykro”.

Żadnych żartów. Żadnego uśmieszku. Jego głos drżał szczerością. Przyglądałam mu się, szukając chłopaka, którego kiedyś znałam.

„Byłeś okropny” – powiedziałem w końcu.

Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !

Reklama
Reklama