„Wiem. I żałuję każdej chwili.”
Nie uśmiechnąłem się, ale też nie odszedłem.
Tydzień później znów się spotkaliśmy. Znów. W końcu przestało to być przypadkowe, a stało się czymś przemyślanym i przemyślanym. Kawa doprowadziła do rozmowy. Rozmowa do kolacji. I jakimś cudem Ryan stał się kimś, przed kim nie drgnęłam.
„Jestem trzeźwy od czterech lat” – powiedział mi pewnego wieczoru przy pizzy i napoju limonkowym. „Wtedy sporo namieszałem. Nie próbuję tego ukrywać. Ale nie chcę pozostać tą wersją siebie na zawsze”.
Mówił o terapii. O wolontariacie z nastolatkami, którzy przypominali mu, kim był.
„Nie mówię ci tego, żeby ci zaimponować. Po prostu nie chcę, żebyś myślał, że nadal jestem tym dzieciakiem, który zrobił ci krzywdę na szkolnym korytarzu”.
Zachowywałam ostrożność. Nie dałam się oczarować – ale on był opanowany, miły i po cichu zabawny.
Kiedy Jess spotkała go po raz pierwszy, skrzyżowała ramiona.
„Ty jesteś tym Ryanem?”
„Tak, to ja.”
„A Tara się na to zgadza? Nie sądzę…”
„Ona nic mi nie jest winna” – powiedział. „Ale próbuję jej pokazać, kim naprawdę jestem”.
Później Jess wzięła mnie na bok.
„Jesteś tego pewien? Bo nie jesteś wątkiem odkupienia, T. Nie jesteś jakimś punktem zwrotnym w jego życiu, który musi naprawić”.
„Wiem, Jess. Ale może mam prawo mieć nadzieję. Coś do niego czuję. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale to tam jest, rozumiesz? Chcę po prostu zobaczyć, do czego to doprowadzi. Jeśli zobaczę, że to okropne zachowanie się ujawni… odejdę. Obiecuję.”
Półtora roku później oświadczył mi się — cicho, w zaparkowanym samochodzie, deszcz bębnił o przednią szybę, a jego palce splecione były z moimi.
„Wiem, że na ciebie nie zasługuję, Taro. Ale chcę zasłużyć na każdą część ciebie, którą zechcesz mi dać”.
Powiedziałem „tak” – nie dlatego, że zapomniałem, ale dlatego, że wierzyłem, że ludzie mogą się zmienić.
I oto jesteśmy tutaj.
Zgasiłam światło w łazience i weszłam do sypialni. Sukienka wciąż była rozpięta do połowy, a chłodne powietrze muskało mi plecy. Ryan siedział na brzegu łóżka z podwiniętymi rękawami i rozpiętym kołnierzykiem.
Wyglądał, jakby z trudem łapał oddech.
„Ryan? Wszystko w porządku, kochanie?”
Nie odpowiedział od razu. Kiedy w końcu podniósł wzrok, na jego twarzy malowało się coś obcego – nie zdenerwowanie ani czułość, ale dziwna ulga, jakby czekał na ten moment po ślubie.
„Muszę ci coś powiedzieć, Taro.”
„Okej. Co się dzieje?”
Potarł dłonie.
„Pamiętasz plotkę? Tę z ostatniego roku, która sprawiła, że przestałeś jeść w stołówce?”
Moje ciało zesztywniało.
„Oczywiście. Myślisz, że mógłbym o czymś takim zapomnieć?”
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !