W głównym holu pachniało świeżym woskiem i białymi różami.
Lucia zatrzymała się na chwilę, obserwując, jak poranne światło odbija się od mokrego marmuru. W tym momencie drzwi wejściowe otworzyły się szeroko, a powietrze na zewnątrz przyniosło ze sobą delikatny zapach deszczu i oleju napędowego.
Weszło trzech mężczyzn w czarnych garniturach, z poważnymi twarzami i uważnym spojrzeniem. Za nimi szedł mężczyzna w białym garniturze, z jedwabnym szalikiem i głębokim spojrzeniem, z niemal królewskim spokojem. Wszyscy na chwilę się zatrzymali.