Mamo, proszę, odpuść sobie. Proszę, znowu bądź tą łatwą. Proszę, złóż się, żebyś nie musiała mierzyć się z bałaganem, który narobiłaś.
Nic takiego nie powiedziałem.
Mówię tak: „Mamo, kocham cię, ale kochanie kogoś nie oznacza, że pozwalasz mu odebrać ci wszystko”.
Twarz Dianne się kruszy.
Gerald wstaje. Nie patrzy na mnie. Nie patrzy na Marcusa. Nie patrzy na swoją matkę.
Lorraine, wciąż siedząca, wciąż trzymająca laskę, przemawia po raz ostatni.
„Mógłbyś być z niej dumny, Geraldzie. To nic by cię nie kosztowało.”
Wychodzi przez drzwi frontowe bez słowa.
Diane podąża za nią.
Samochód odpala. Żwir chrzęści.
Potem zapada cisza.
Marcus kładzie mi rękę na ramieniu.
„Wszystko w porządku?”
Rozglądam się po pokoju. Baner wisi krzywo. Kubek lemoniady poci się na kominku, który odnowiłem.
„Jeszcze nie” – mówię – „ale będę”.
Tego wieczoru wymieniłem zamki w drzwiach wejściowych.
Ja robię to sam.
Cztery śruby, nowa zasuwa, mosiężna klamka, którą odkładałem na odpowiedni moment.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !