Pochylił się i zniżył głos.
„Nie pytają, bo za tobą tęsknią. Pytają, bo chcą się upewnić, że cierpisz – że odrobiłeś lekcję i wrócisz na kolanach”.
Ścisnął mocno filiżankę z kawą.
„Nienawidzę być spokrewniony z tak okrutnymi ludźmi”.
„Nie jesteś taki jak oni”.
„Wychowałem twoją matkę – a raczej nie wychowałem jej dobrze, co w zasadzie oznacza to samo”. Westchnął głęboko. „Dałem jej za dużo pieniędzy i za mało miłości. Pracowałem bez przerwy, zbudowałem firmę, stworzyłem imperium, które mogę przekazać dalej. Nie zdawałem sobie sprawy, że tworzę potwory”.
„Jesteś dobrym człowiekiem, dziadku”.
„Spróbuję” – powiedział cicho. „W końcu. Za późno, ale spróbuję”.
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął wizytówkę.
„Mam budynek w centrum miasta. Małe biura. W przyszłym miesiącu remontuję jeden z lokali i potrzebuję kogoś do zarządzania projektem. Płaca jest dobra. Godziny pracy są elastyczne. Mógłbyś rzucić inne prace”.
Spojrzałem na wizytówkę.
„Dziadku, nie mogę tego zrobić”.
„To zupełnie normalna praca. Pracowałbyś. Zarabiałbyś pieniądze. Nie fortunę. Mógłbym zatrudnić dziesięć innych osób, ale ty masz kwalifikacje i potrzebujesz tego. To nie jest działalność charytatywna. To szansa”.
Chciałem odmówić.
Ale prawda była taka, że byłam kompletnie wyczerpana. Od miesięcy ledwo wiązałam koniec z końcem i nie wiedziałam, jak długo jeszcze dam radę.
„Dobrze” – wyszeptałam. „Dziękuję”.
Ta praca zmieniła wszystko. Rzuciłam dwie z trzech moich prac i zostałam tylko na weekendową zmianę w restauracji, bo lubiłam tamtejszych ludzi. Stanowisko kierownika biura było dwa razy droższe niż wszystkie moje poprzednie prace razem wzięte.
Miałam czas na sen, czas na naukę, czas na oddech.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !