Myślałam, że to tylko zazdrość
Myślałam, że po prostu jest zaborcza.
Nie mogłam się bardziej mylić.
Loki była moją najlepszą przyjaciółką na długo przed tym, zanim w moim życiu pojawił się mój mąż. Była ze mną na każdym etapie — gdy się zaręczyłam, gdy brałam ślub, a potem, gdy dowiedziałam się, że zostanę mamą.
Nie była tylko zwierzęciem domowym. Była rodziną.
Mój mąż natomiast nigdy nie nawiązał z nią więzi. Nie karmił jej, nie bawił się z nią, nie głaskał nawet przelotnie po głowie. Traktował ją jak element wyposażenia domu, coś, co po prostu jest.
Nie przeszkadzało mi to szczególnie. Przywykłam do tego, że to ja się nią zajmuję. W końcu to Loki była przy mnie w najtrudniejszych chwilach mojego życia — kiedy czułam się samotna, zagubiona, kiedy potrzebowałam cichej obecności bez pytań i ocen.
Jednak gdy zaszłam w ciążę, coś się zmieniło.
Jej instynkt był silniejszy niż mój rozsądek
Loki zaczęła niemal nieustannie leżeć obok mnie. Kładła głowę delikatnie na moim rosnącym brzuchu, jakby wyczuwała bijące w środku maleńkie serce. Za każdym razem, gdy dziecko kopało, merdała ogonem albo wydawała radosny dźwięk, jakby świętowała razem ze mną.
To było wzruszające. Czułam, że w jakiś sposób już kocha to dziecko.
Ale gdy tylko mój mąż podchodził bliżej i próbował dotknąć mojego brzucha, jej zachowanie zmieniało się natychmiast.
Sztywniała. Warczała. Stawała między nami w pozycji obronnej. Raz nawet kłapnęła zębami w stronę jego dłoni.
Byłam wtedy wściekła.
Skłoniłam ją do posłuszeństwa, skarciłam ostrym tonem, przekonana, że to zwykła zazdrość albo nadmierna opiekuńczość. Uznałam, że nie potrafi pogodzić się z tym, że nie jest już jedynym „dzieckiem” w domu.
Nie dopuszczałam do siebie myśli, że może wyczuwać coś, czego ja nie potrafiłam zobaczyć.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !