— Powiedzmy sobie, że: na Nowy Rok ty płacisz za swoje produkty, a ja za twoje — oznajmił Aleksander spokojnym, niemal natychmiastowym tonem.
Zdanie zabrzmiało zwyczajnie — zbyt zwyczajnie jak na wieczór przed Nowym Rokiem.
Takie słowa nie krzyczą, nie uderzają pięścią w krzesło, nie prowadzą do awantury.
One po prostu spada — i nagle zauważasz sobie, że w tym małżeństwie od dawna jesteś sama.
Marina na moment znieruchomiała, jakby nie od razu zrozumiała sens tego, co usłyszała. W supermarkecie było głośno: wózki, muzyka, rozmowy, śmiech. Ludzie wybierali mandarynki, szampana, słodycze — przygotowywali się do święta. A w niej samej nagle zrobiło się pusto i zimno.
— Sasza, a może weźmiemy jeszcze krewetki? Duże, królewskie — powiedziała jak gdyby nigdy nic i demonstracyjnie włożyła do koszyka opakowanie z łososiem. — To przecież Nowy Rok.
Aby kontynuować czytanie, kliknij ( NASTĘPNA 》) poniżej !